Torres-Lewandowski, czy to może być nowy atak Chelsea Londyn?

Śmiem twierdzić, że wczoraj wieczorem oczy niemal całej piłkarskiej Europy były zwrócone na Stadion Olimpijski w Berlinie, gdzie w finale o Puchar Niemiec Borussia Dortmund mierzyła się z Bayernem Monachium. Mówi się, że spotkania obu tych zespołów to odpowiedź naszych zachodnich sąsiadów na hiszpańskie Gran Derbi. Natomiast ja osobiście wolę oglądać mecze na szczycie z udziałem trzech Polaków. Pytanie jednak – jak długo oni jeszcze w tym Dortmundzie będą grać. Już w przyszłym sezonie nasza “Wielka Trójka” może zostać rozdzielona i grać w jeszcze bardziej renomowanych klubach.

Ostatnio głośno było o Piszczku, którym zainteresowany rzekomo jest wielki Realu Madryt [ Piszczek i van der Wiel – faworyci do objęcia wakatu w Realu. Który lepszy? ].  Po wczorajszym spotkaniu na pierwsze strony gazet i portali zapewne ponownie trafi Robert Lewandowski. Polski super-snajper strzelając wczoraj hattricka legendarnemu klubowi, jakim niewątpliwie jest Bayern Monachium zagwarantował sobie świetną reklamę na cały kontynent. Tym bardziej, że na trybunach w stolicy Niemiec zasiadł m. in. Alex Ferguson, który na ten mecz przyleciał prawdopodobnie obserwować swojego przyszłego piłkarza – Kagawę, ale angielskiemu trenerowi na pewno nie umknął wyczyn Roberta. Chociaż szczerze mówiąc nie wydaje mi się, aby Polak, który wczoraj ostatecznie pokazał, że jest lepszy od Mario Gomeza, kiedykolwiek przywdział trykot “Czerwonych diabłów“.

Natomiast już w październiku zeszłego roku mówiło się o zainteresowaniu Lewandowskim takich zespołów jak Liverpool oraz Chelsea Londyn, tegorocznego finalisty Ligi Mistrzów. Informacje te potwierdził wtedy menedżer zawodnika, Cezary Kucharski.

W Liverpoolu za linię ataku odpowiadają głównie Andy Caroll oraz Luis Suarez. Obaj są ważnymi i bardzo wartościowymi piłkarzami dla klubu i wydaje mi się, że na zainteresowaniu się skończy. Poza tym wątpię, aby zespół Stevena Gerrarda i jego ostatnie osiągnięcia spełniały ambicje Lewandowskiego.

Z kolei Chelsea (mój ulubiony klub od wielu lat) rozmawiało z partnerem menadżera polskiego napastnika. Klub z Londynu nie może tego sezonu zaliczyć do udanych jeśli chodzi o Premier League, ponieważ zajął odległe 6. miejsce i może go zabraknąć w kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Ostatnią deską ratunku jest finał tej edycji LM, w którym podopieczni Di Matteo zmierzą się z rozgromionym wczoraj Bayernem Monachium.

Duży wpływ na tak słaby wynik w lidze miała nienajlepsza skuteczność napastników. Najbardziej zawiódł Fernando Torres, ale pozostali również się nie popisali. Roman Abramowicz podczas tego okienka transferowego rozpocznie poszukiwania nowego napastnika, którego będzie stać na regularne trafianie do siatki rywala, tym bardziej, że z “niebieskimi” żegna się Didier Drogba. Robert Lewandowski jest idealnym kandydatem do tego, aby w odmłodzonej Chelsea zająć miejsce piłkarza z Wybrzeża Kości Słoniowej. Nie dość, że ma zadatki na to by uzyskać posturę podobną do Drogby, to do tego stylem gry bardzo przypomina Iworyjczyka, który dla Londyńczyków strzelił ponad 100 bramek.

Jestem ciekaw jak po EURO 2012 zakończą się te transferowe spekulacje z polskimi piłkarzami w roli głównej.

Piszczek i van der Wiel – faworyci do objęcia wakatu w Realu. Który lepszy?

No i poszło! Mamy koniec sezonu we wszystkich najważniejszych ligach Europy i zaczyna się okres negocjacji transferowych, a co za tym idzie – okres tzw. “hot newsów”. Jedną z pierwszych rewelacji jest podana przez hiszpańską telewizję La Sextia informacja o rzekomym zainteresowaniu Realu Madryt Łukaszem Piszczkiem. Wszyscy fani piłki nożnej w Polsce czekają aż zobaczą swojego rodaka w koszulce takiego klubu jak Real, czy Barcelona, dlatego w naszym kraju już na dobre rozgorzała poważna dysputa, do której chętnie się przyłącze.

Chociaż są to dopiero plotki hiszpańskich mediów, to pamiętajmy o pewnym znanym przysłowiu, które brzmi: “w każdej plotce tkwi ziarno prawdy”. Tym bardziej, że głos w tej sprawie zabrał już także popularny serwis As.com. Wg redaktorów hiszpańskiego portalu, działacze z Madrytu negocjują już przejście polskiego obrońcy z przedstawicielami Borussii Dortmund. Mówi się, że kwota jaką “Królewscy” mieliby zapłacić mistrzowi Niemiec, to zaledwie (dla Hiszpanów) 10 milionów euro. Jeśli te pogłoski się potwierdzą, to wówczas Piszczek zostanie najdroższym polskim piłkarzem. O ile oczywiście wcześniej, bądź później nie pobije go Robert Lewandowski, który również jest celem dla wielu europejskich potentatów.

Klub Florentino Pereza (podobno on sam jest zafascynowany Piszczkiem) nie jest pierwszym z czołówki, który interesuje się byłym piłkarzem m. in. Herty Berlin. Wcześniej mówiono o Interze Mediolan, ale o tamtej sprawie dość szybko zapomniano. Mistrzowie z kraju Basków w przeciwieństwie do Włochów są na prawdę bardzo poważnie zainteresowani zakontraktowaniem Polaka. Jose Mourinho brakuje klasowego zawodnika na prawą stronę obrony, po tym jak Sergio Ramos został przesunięty do środka. Obecnie na tej pozycji obsadzony jest Alvaro Arbeloa, który dla Piszczka mógłby być zmiennikiem.

Reprezentant Dortmundzkiego “Majstertrio” w tym sezonie zagrał w 40 spotkaniach i strzelił 4 bramki oraz wiele razy asystował. Wypada znacznie lepiej od Arbeloy w porównaniu statystyk i na dodatek idealnie pasuje do modelu Realu Madryt. Podobnie jak grający z lewej strony obrony Marcelo, będzie dzielnie zatrzymywał ataki rywali, a gdy będzie trzeba stanie się motorem napędowym całego zespołu i sam w kilka sekund znajdzie się z piłką pod polem karnym rywala. Jeśli ktoś regularnie oglądał mecze Borussii, to wie, że Polak nie ma z tym żadnych problemów. Właśnie dzięki temu, moim zdaniem Piszczek jest jednym z transferowych priorytetów dla Mourinho i wierzę, że za rok wraz z Cristiano Ronaldo będą bronić tytułu mistrza Hiszpanii.

Innym piłkarzem po którego mógłby sięgnąć Real to grający dla Ajaksu Amsterdam Gregory van der Wiel, który przyczynił się do zdobycia przez klub mistrzostwa kraju. Pół roku temu o Holendra pytały się czołowe kluby Europy, w tym podobno Barcelona, Juventus, Arsenal Londyn czy Valencia. Ostatni z wymienionych miał już nawet uzgodniony kontrakt, ale Ajaks zażyczył sobie zbyt dużo pieniędzy za swojego wychowanka. Natomiast na chwilę obecną nie rozmawia z nim żaden klub, co zresztą przyznaje sam piłkarz i zaznacza, że jest takim stanem rzeczy bardzo zawiedziony.

Wiel jest obiecującym 24-latkiem, który w przyszłości może stać jednym z najlepszych obrońców świata, ale póki co musi się nim ktoś zainteresować. Może to zrobić Mourinho, ale wydaje się, że portugalski trener nie ma zamiaru sprowadzać słabo doświadczonego zawodnika i od razu lokować go w wyjściowej “11″.  Łukasz Piszczek jest niewątpliwie bardziej ograny i przede wszystkim “piłkarsko” lepszy.

Przekonania w to, że zobaczymy pierwszego Polaka (grającego w polu) w Realu już w przyszłym sezonie dodaje fakt, że “Królewscy” lubią sięgać po zawodników Bundesligi, a nawet samej Borussii Dortmund. Podopiecznymi Mourinho są m.in. Khedira – dawniej VFB Stuttgart; Oezil – dawniej Werder Brema; czy Sahin – dawniej Dortmund. Tak więc liczę na kontynuację takiej polityki.

Piszczek > Wiel. Mam nadzieję, że Jose Mourinho myśli podobnie.

Muszę zwrócić szacunek Ślązakom z Wrocławia

Wczoraj poznaliśmy nowego mistrza polskiej T-Mobile Ekstraklasy. Po 30 ligowych potyczkach, bardzo wyrównanej i emocjonującej końcówce – puchar ku niebu w geście triumfu wnieśli piłkarze Śląska Wrocław! Zawodnicy z województwa dolnośląskiego odebrali tym samym miano najlepszej drużyny w Polsce Wiśle Kraków, która sezon 2011/2012 całkowicie zawaliła. Kolejne dwa miejsca na podium zajęły odpowiednio: Ruch Chorzów i Legia Warszawa, miejsce tuż za “pudłem” przypadło Lechowi Poznań, który w niedzielny wieczór mógł także świętować zdobycie “Majstra”. Miano mistrzów Polski do Wrocławia powróciło po 35 latach i jest to dopiero drugi taki sukces w historii klubu.

Swoim wyczynem podopieczni Oresta Lenczyka udowodnili wielu osobom i w tym mi, że zdobyty w ubiegłym sezonie tytuł wicemistrzów Polski nie był przypadkiem…

W momencie gdy rok temu Śląsk zajął drugie miejsce w lidze i cieszył się z możliwości gry w europejskich pucharach byłem w gronie osób, które uważały to za jednorazowy wybryk, albo wypadek przy pracy. W życiu bym wówczas nie pomyślał, że niemal dokładnie za rok Ci sami piłkarze pod ogromną presją w ostatniej kolejce zdołają sięgnąć po puchar i świętować nie tylko upragiony tytuł, ale także prawo gry w eliminacjach do najbardziej prestiżowych rozgrywek w Europie, czyli Ligi Mistrzów.

Wrocławianie w tym sezonie nie dostali się do fazy grupowej Ligi Europy i niestety pokazali, że są klubem, który potrafi dobrze grać tylko na krajowym podwórku, gdzie oprócz samych umiejętności piłkarskich liczy się ilość sił całego zespołu na długi sezon. W związku z tym nawet najlepszemu jasnowidzowi nie uwierzę, jeśli powie, że za rok w Lidze Mistrzów pierwszy raz od 16 lat grać będzie polska drużyna. Tym bardziej, że Śląsk już na starcie może być w nie najlepszym położeniu, ponieważ właściciel klubu – Zygmunt Solorz-Żak planuje ograniczyć swój wkład pieniężny w rozwój klubu. Właściciel marki Polsat oraz Plus nadal chce inwestować w piłkę nożną, jednak w hierarchii biznesmena wyżej usytuowane są inne zobowiązania. Po cichutku jednak liczę na kolejną niespodziankę w wykonaniu Sebastiana Mili i jego kolegów.

Tak więc, jak w tytule – zwracam szacunek Śląskowi Wrocław.

Legia pozbywa się swoich transferowych rewelacji


Przegląd Sportowy poinformował, że dwaj piłkarze Legii Warszawa, którzy zostali ściągnięci do stolicy w czasie zimowego okienka transferowego, czyli Nacho Novo oraz Ismael Blanco po niedzieli będą musieli zacząć poszukiwania nowego pracodawcy. Obydwoje od samego początku pobytu na Łazienkowskiej mieli zarezerwowane miejsce na ławce rezerwowych i inkasowali za to 30 tysięcy euro miesięcznie. Ich 3-miesięczne kontrakty dobiegają końca, a zarząd klubu stwierdził, że nie warto kolejny rok tak suto opłacać ławkowiczów.

Hiszpan (Novo) i Argentyńczyk (Blanco) mieli zapewnić Legii grę na jeszcze wyższym poziomie i pomóc w zdobyciu mistrzostwa kraju. Gdyby jeszcze byli w swoim najlepszym okresie kariery, to za pewne spełniliby zawarte w kontrakcie wymagania, ale niestety ich lata świetności skończyły się w 2010 roku dla Novo i 2011 dla Blanco. Pierwszy z wymienionych był gwiazdą szkockiego Glasgow Rangers, gdzie imponował pięknymi golami, które przyczyniły się do zdobycia przez klub trzech tytułów mistrza kraju. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że jego przybycie na boiska Ekstraklasy wzbudziło bardzo duże zainteresowanie mediów. Jego bramki w trykocie Rangersów pokazywano nawet w TVN24, co raczej nie jest często spotykane. O drugim bohaterze tego wpisu było trochę ciszej, mimo że przez 5 lat był idolem kibiców AEK Ateny.

Od początku trudno było mi znaleźć głębszy sens w zatrudnianiu tych piłkarzy. Zarówno Novo, jak i Blanco przed przejściem do Legii nie reprezentowali wysokiej formy. Hiszpan grał w swoim kraju dla Sportingu Gijon i strzelił tylko 7 bramek, co dla niego powinno być słabym wynikiem. Natomiast rodak Messiego występował w barwach meksykańskiego San Luis i w 15 meczach do siatki rywali trafił zaledwie 2 razy. W obecnych czasach takimi wynikami często mogą pochwalić się obrońcy, a nie napastnicy. Kolejny ważny fakt to wiek. Roczniki obu Panów (zwłaszcza Nacho Novo – 1979) nakazują sądzić, że niedługo odwieszą korki na kołek. Takie wyjątki pod postacią starego i skutecznego piłkarza zdarzają się rzadko, a na dodatek Legia już takiego ma – Daniel Ljuboja.

Skauci oraz osoby zarządzające Legią chyba tak bardzo zauroczyli się Ljuboją, że postanowili jeszcze bardziej postarzeć skład i na dodatek sporo za to zapłacić. Lepszym rozwiązaniem byłoby zatrudnienie 2, albo nawet 3 młodych talentów. Jakby tego było mało, popełnili ten sam błąd, co ich miejscowi rywale z Polonii i inne polskie kluby, które nagminnie wierzą, że byli supersnajperzy odrodzą się w Ekstraklasie. Inaczej, jeśli celem tych transferów było zrobienie szumu w mediach, co z wiadomych powodów nie powinno być dla Wojskowych trudne…

Opisana wyżej polityka stołecznego klubu jest droga i ślepa, a co ważniejsze – nieskuteczna. Najlepszym dowodem na te słowa są fakty. Przed ostatnią kolejką sezonu, Legionistów brakuje obok Lecha, Śląska i Ruchu w gronie walczących o tytuł mistrza polski.

Kartoflisko w centrum Poznania

Temat poznańskiego stadionu, który został poddany remontowi m. in. na potrzeby EURO 2012 powraca do nas jak bumerang. Co jakiś czas można dowiedzieć się coraz to nowszych rzeczy, np. kilka dni temu stadion w Poznaniu został zalany po jednej większej burzy… Wszystkich, którzy nie znają do końca sprawy tego obiektu zachęcam do przeczytania mojego artykułu opublikowanego na łamach Pokolenie24 z dnia 30 kwietnia 2011.

Kartoflisko w centrum Poznania (może długo się ładować)

Bakero, Janas, Bos – teraz Stokowiec. Kto po nim?

Józef Wojciechowski, czyli właściciel J.W. Construction, bogacz, posiadacz 100% akcji klubu Polonia Warszawa. Straszy słabych kopaczy Klubem Kokosa, a trenerów zmienia jak Cristiano Ronaldo kochanki. Przypadek Warszawiaków jest bardzo ciekawy. Mimo dużego jak na polskie realia budżetu, drużyna ta znajduje się na odległej 11. pozycji i jest niebezpiecznie blisko strefy spadkowej.

Problem nie tkwi tylko w zawodnikach i sztabie szkoleniowym, ale zwłaszcza w polityce budowania dobrego klubu prowadzonej przez wyżej wymienionego Pana. Przed startem sezonu były wzmocnienia, a najważniejsze to chyba ściągnięcie Smolarka. Początek ligowych zmagań był bardzo przyzwoity, natomiast gdy zespół ułożony przez Bakero przegrał mecz i stracił pozycję lidera, Wojciechowski wkroczył do akcji zwalniając Hiszpana. Jego zastępcą został Paweł Janas, taka decyzja prezesa klubu była sprzeczna z jego wcześniejszymi wypowiedziami – Mam już dość zatrudniania polskich trenerów-nieudaczników. Jednak po trzech miesiącach zasiadania na ławce trenerskiej były selekcjoner reprezentacji Polski, powrócił na stanowisko dyrektora sportowego. Kolejną “ofiarą” był Holender Theo Bos, który został zwolniony kilka dni temu i przypadł mu niechlubny tytuł “Czternastego szkoleniowca zwolnionego przez Wojciechowskiego od lipca 2008 roku”. Jeden z najbogatszych Polaków w ciągu swojej prezesury zmieniał trenerów średnio co 72 dni. Najśmieszniejsze jest to, że zwalniano nawet gdy Polonia osiągała dobre wyniki.

Piotr Stokowiec // Fot. Kamil Jóźwiak, Newspix.pl

Na tą chwilę pierwszym trenerem jest młody Piotr Stokowiec, który wcześniej pełnił rolę asystenta Bosa. Były piłkarz Polonii Warszawa od razu ruszył do pracy i przesunął Ebiego Smolarka do Klubu Kokosa grającego na boiskach Młodej Ekstraklasy (Od ambasadora PEPSI do klubu nieudaczników). Chyba nikt nie jest tym zdziwiony. Najlepiej zarabiający zawodnik polskiej ligi, były piłkarz m.in. Borussi Dortmund i Espanyolu strzelił w lidze tylko 3 gole, a przecież miał być tegoroczną rewelacją. Z hitu wyszedł kit.

Warszawiacy obecnie znajdują się na 11. pozycji z 21-punktowym dorobkiem, a przypomnijmy – zagrożona spadkiem Arka Gdynia ma ich 18. Aczkolwiek trudno oczekiwać lepszych wyników, jeśli piłkarze z Konwiktorskiej po raz czwarty w TYM sezonie witali nowego trenera. Przecież wiadomo, że każda taka decyzja wiąże się z wprowadzaniem zmian w zespole. Niewątpliwie trudno jest grać na wysokim poziomie w takich warunkach. Nie od razu Rzym zbudowano, może Józef Wojciechowski wreszcie to zrozumie i przestanie robić szopkę. Chociaż mi trudno w to wierzyć i dla mnie następna zmiana szkoleniowca w Polonii jest już sprawą naturalną, niczym poranne mycie zębów. Tylko kto to będzie?

Prezesowi “Czarnych Koszul” nie wystarczyłby chyba nawet Jose Mourinho. Pierwszy sprawdzian Stokowca już za 3 dni w Warszawie, rywalami będą zawodnicy Widzewa Łódź. Czy 39-letni trener wytrzyma presję?

Bayern odpada z Ligi Mistrzów!

Który z ubiegłorocznych finalistów LM dołączy do Arsenalu? Mimo sympatii do Robbena stawiam na Bayern - A jednak! Bayern odpada i jak mówił komentator nSport, przegrywa cały sezon (odpadnięcie z Pucharu Niemiec, 4. miejsce w tabeli i 16 pkt. straty do lidera).

Dzisiejszego* wieczoru czeka nas bardzo ciekawy pojedynek w Lidze Mistrzów. Bayern Monachium i Inter Medialon będą walczyć o awans do ćwierćfinału. Pierwsze spotkanie na San Siro zakończyło się wynikiem 1:0 dla gości, a więc zespół prowadzony przez Louisa van Gaala jest w bardzo dobrej sytuacji. Nie dość, że będą mieli na koncie zwycięską bramkę przywiezioną z Włoch, to na dodatek wspierać ich będzie ponad 60 tysięcy kibiców.

Nieco gorzej ma się cała sprawa, jeżeli spojrzymy na ostatnie wyniki Bawarczyków w lidze, które zostały rozegrane w przerwie między pierwszym i drugim spotkaniem LM. Po skromnym zwycięstwie nad Interem, Ribery oraz Robben zostali sprowadzeni na ziemię przez Borussię Dortmund – porażka przed własną publicznością 1:3. Tydzień później w Hannowerze miało być tylko lepiej, ale zamiast 3 punktów drugi raz z rzędu była przegrana 1:3. Dopiero dwa dni temu najbardziej utytułowany niemiecki klub zrehabilitował się wysoką wygraną 6:0 nad Hamburgerem SV.

Natomiast Internazionale rozpoczęło niedawno pogoń za liderującym w Serie A Milanem. 26 lutego Sneijder wraz z Samuelem Eto’o strzeli po golu Sampdorii Genua. Następna kolejka to zwycięstwo 5:2 nad Genoą. Dopiero ostatni mecz mógł wprowadzić w Mediolanie sporą nerwówkę. Drużyna, który walczy o mistrzostwo Włoch nie może tracić punktów z przed ostatnią drużyną, aspirującą do tego aby w przyszłym sezonie grać na boiskach Serie B. Spotkanie Mediolańczyków z Brescią zakończyło się wynikiem 1:1.

Fot. EPA

Inter kontra Bayern – ten mecz będzie niewątpliwie bardzo wyrównany. Ciekawi mnie jak swój zespół ustawi van Gaal. Czy wprowadzi w swoje pole karne przysłowiowy “autobus”, czy może w myśl powiedzenia “najlepszą obroną jest atak” zobaczymy ustawienie ofensywne. Wydaje mi się, że prawdopodobniejszy jest wariant pierwszy. Inter od razu ruszy do ataku, ponieważ nie ma nic do stracenia. Początkowy obraz meczu może być nudny, ale jeśli niebiesko-czarni strzelą bramkę i doprowadzą do remisu w dwumeczu, będziemy delektować się szybkim i miejmy nadzieję ładnym futbolem, aczkolwiek wiadomo, że w takich sytuacjach o spięcia między zawodnikami jest bardzo łatwo. Zwłaszcza jeśli ostatnio byliśmy świadkami wielu kontrowersyjnych sytuacji w meczach LM – Milan vs Tottenham, Barcelona vs Arsenal.

Mam też ogromną nadzieję, że dzisiejszy sędzia nie będzie tak stronniczy jak Massimo Busacca, który wyrzucił z boiska van Persiego za oddanie strzału po gwizdku (przy ponad 90 tys. kibiców), a Barcelońscy “dusiciele” nie zostali nawet upomnieni żółcią. Który z ubiegłorocznych finalistów LM dołączy do Arsenalu? Mimo sympatii do Robbena stawiam na Bayern. Pierwszy gwizdek o 20:45, transmisja w nSport HD.

Majster ucieka Lechitom

Aktualny Mistrz Polski, a przynajmniej JESZCZE aktualny, czyli Lech Poznań przegrał dzisiaj na wyjeździe z ostatnią w tabeli Cracovią Kraków. Przed meczem oba zespoły myślały tylko i wyłącznie o zdobyciu kompletu punktów, bowiem Krakowianie walczą o utrzymanie się w Ekstraklasie, natomiast Poznaniacy bardzo chcą obronić tytuł Mistrza Polski.

Do 28. minuty tego spotkania, Lech miał teoretycznie 8-punktową stratę do liderującej Wisły Kraków. Sytuacja była identyczna jak ta z przed roku, kiedy piłkarze z Poznania po 17 kolejkach tracili tyle samo do pierwszej drużyny. Wtedy udało się wszystko odrobić z nawiązką i Wielkopolanie cieszyli się ze zdobycia “Majstra”. W tym roku sytuacja jest już bardziej dramatyczna i bardzo prawdopodobna staje się wizja, że pod koniec sezonu w grupie walczącej o tytuł, pozostaną tylko Wisła, Jagiellonia, Legia oraz ewentualnie Lechia. Jeżeli chodzi o Cracovię, to dzisiejsza wygrana może być tym przełomem, dzięki któremu “czerwone pasy” zyskają jeszcze większą mobilizację i utrzymają się w najlepszej polskiej lidze.

Przed samym rozpoczęciem spotkania miałem mieszane uczucia, co do pewnej wygranej Lechitów. Mimo ich wysokich zwycięstw z Cracovią w tym sezonie (5:0 w lidze, 4:1 w Pucharze Polski), na Krakowskiej ziemi zawsze grało im się ciężko. Wystarczy sięgnąć pamięcią do ostatniego ligowego pojedynku obu tych drużyn, rozgrywanego w dawnej stolicy. Wtedy mecz również zakończył się wynikiem 1:0 dla gospodarzy. W całej historii, tylko 4 razy Poznaniakom udało się przywieźć do domu zwycięstwo (2 mecze ligowe i 2 pucharowe).

Fot. Maciej Opala, www.LechPoznan.pl

Trzeba przyznać, że Lech grał w tym spotkaniu lepiej, a Cracovia osiągnęła wynik lepszy niż sobie zasłużyła. Przez większość meczu dominowali ci pierwsi – oddawali więcej strzałów i częściej byli przy piłce, grali po prostu lepiej. Od pierwszej sekundy do 28. minuty bramka dla Poznaniaków wisiała w powietrzu. Gdy Mateusz Klich strzelił jak się później okazało jedynego gola w tym meczu, Kolejorz trochę zwolnił tempo. Jednak nawiązując do samej bramki. Młody zawodnik przelobował Kotorowskiego, ale trudno mieć pretensje do samego golkipera, ponieważ znajdował się w takiej odległości od linii bramkowej, na której stanęłoby za pewne 90% bramkarzy z całego świata.

Świetny mecz rozegrał Rudnevs, który wyprowadzał akcje i sam też strzelał na bramkę dobrze spisującego się Kaczmarka. Swoje okazje do strzelenia gola mieli także Stilić i Ślusarki, jednak zabrakło szczęścia i precyzji przy ich strzałach. Gorzej w barwach Lecha spisał się po raz kolejny Manuel Arboleda i gdyby nie świetna parada Kotorowskiego, goście po błędzie Kolumbijczyka przegraliby wyżej. W drużynie gospodarzy dobry mecz zagrali na pewno: Radomski, Klich i Ntibazonkiza.

W Poznaniu płaczą, a połowa Krakowa się cieszy. Niebiesko-biali tracą obecnie 11 punktów do Wisły i wydaje się, że tylko jakiś cud mógłby dać im drugi z zrzędu tytuł Mistrza kraju. Natomiast piłkarze Cracovii, którym 3 punkty były potrzebne jak woda, cieszą się z odrobienia strat do Polonii Bytom znajdującej się na w miarę bezpiecznej pozycji.

Potrzebna naturalizacja Mańka i innych polskich ligowców?

Można by rzecz, że temat defensywy reprezentacji Polski powraca jak bumerang. Wczoraj pisałem o tym w poście dotyczącym spotkania Lecha i ManCity. Trzeba jednak ten temat wciąż poruszać, bo jeśli z taką formacją obronną wyjdziemy na polskie boiska podczas Euro 2012 to możemy się nieźle upokorzyć na swoim terenie. Jeżeli planem minimum całej kadry narodowej jest wyjście z grupy to takie drużyny jak Ekwador, po prostu nie mogą sobie wchodzić w nasze pole karne kiedy tylko chcą. Kto oglądał ten mecz widział, że kiedy piłkarze z Ameryki tylko przejęli piłkę już oddawali strzał na naszą bramkę, albo wbiegali w pole karne.

Jaki byłby wynik gdyby nasz obecny skład zagrał teraz przeciwko Niemcom? Jestem wręcz pewny, że Ozil, Khedira, Kroos, Schweinsteiger, Klose i Podolski roznieśli by naszych obrońców z Żewłakowem na czele w pył. Nie wiem co jest powodem tak słabej gry w obronie wszystkich polskich Polaków. Być może to wina szkolenia od najmłodszych lat, może wszystkim młodym adeptom piłki nożnej wpaja się, że celem nr. 1 jest ulokowanie piłki w siatce rywala. Warto przeczytać!

Co więc będzie ostatnią deską ratunku dla Franza Smudy, którego niektórzy chcieliby już zwalniać z roli trenera. Na tą chwilę najlepszym rozwiązaniem jest powoływanie do reprezentacji piłkarzy grających za granicą, a mających polskie korzenie. Pierwszy był Sebastian Boenisch. Drugi niemal na pewno będzie Damien Perquis, który rozegrał trzy spotkania w barwach narodowej drużyny Francji do lat 21, co nie wyklucza go na szczęście z gry dla Polski. Ale czy ta dwójka jest na tyle dobra, żeby bardzo dobrze chronić naszej bramki?

Manuel Arboleda i Franciszek Smuda(Czy tak nie może być też na Euro 2012? // fot. Agencja Przeglądu Sportowego)

- Moja żona chciałaby zostać tu na stałe, tak jej się podoba w Poznaniu. Moje dzieci są tu szczęśliwe i ja też. Ludzie traktują nas jak swoich, a ja właściwie już czuję się jednym z nich. Arboleda jest Polakiemopowiadał Manu w wywiadzie dla Interii.

Coraz częściej pojawia się również temat naturalizacji piłkarzy, którzy nie pochodzą z naszego kraju i nie mają nawet polskich korzeni. W tej kwestii numerem 1. jest chyba Manuel Arboleda – świetny stoper z Kolumbii, który grał już dla Zagłębia Lubin, a obecnie jest jednym z najważniejszych zawodników Lecha Poznań. Oczywiście nadanie mu naszego obywatelstwa nie będzie wielkim problemem. Problem ma jedynie selekcjoner, który chyba nie wie czy chce go powołać czy nie.

- Nie ma mowy, by kiedykolwiek u mnie zagrał. On jest Kolumbijczykiem. To fantastyczny chłopak i świetny piłkarz, ale stać nas na stworzenie reprezentacji opartej tylko na Polakach mówił niegdyś o Arboledzie Smuda.

Powyższa wypowiedź Franza wyraźnie mówi, że żadnego Arboledy w biało-czerwonej koszulce nie będzie. My jednak już wiemy, że trener nie zawsze jest konsekwentny w tym co mówi. A jego podopieczni spisują się fatalnie. Manu jest znakomitym materiałem na polskiego obrońce. Zna już język polski, o czym przekonacie się w filmiku poniżej (:D) i na dodatek jest bardzo wesołym piłkarzem, a najważniejsze to to, że bardzo dobrze gra w obronie i potrafi strzelać bramki.


Kolejnym piłkarzem, o którego bez większego ryzyka (reakcja opinii publicznej na powoływanie obcokrajowców) może starać się Smuda to Thiago Rangel Cionka. Brazylijczyk z polskimi korzeniami, który obecnie broni barw Jagiellonii Białystok.

Teraz coś dla tych, którzy nie są zwolennikami powoływania piłkarzy nie będącymi Polakami. Skoro piłkarskie potęgi “przywłaszczają” sobie znakomitych piłkarzy pochodzących z krajów, gdzie piłka nożna praktycznie nie istnieje to dlaczego MY nie możemy tego robić? Najlepszym przykładem są: Niemcy (np. Ozil, Podolski, Trochowski, Borowski), Francja (np. Zidane, Vieira, Makelele, Benzema, Nasri) i Portugalia (Deco, Pepe, Nani, Bosingwa) – tam jest mnóstwo naturalizowanych piłkarzy.

Technika Kolejorzu, technika!

Wczoraj nasz poznański Lech w ramach 3. kolejki Ligi Europejskiej walczył na wyjeździe z Manchesterem City. Jak chyba każdy wie, przegraliśmy 3:1. Nie ma co ukrywać, że tylko wariat przeznaczyłby u bukmachera pieniądze na wygraną Lecha. Druga drużna w Manchesterze, ale obecnie również druga w angielskiej Premiership przeznaczyła na transfery około 250 razy więcej niż Lechici!

Muszę przyznać, że Lech mimo przegranej różnicą dwóch bramek prezentował się bardzo dobrze. Drużyna trenowana przez Jacka Zielińskiego jak chciała to potrafiła utrzymywać się dłużej przy piłce i wyprowadzać akcję do przodu. Niewątpliwie w tym wszystkim jest duża zasługa Sławka Peszko, który wg. Goal.com i SkySports.com dostał kolejno noty 7,5 i 8. Gorzej już było z wykorzystywaniem sytuacji, gdzie piłka znajdowała się blisko bramki MC. Natomiast jeszcze gorzej było w obronie.
Read more of this post

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.