Majster ucieka Lechitom
Marzec 13, 2011 Dodaj komentarz
Aktualny Mistrz Polski, a przynajmniej JESZCZE aktualny, czyli Lech Poznań przegrał dzisiaj na wyjeździe z ostatnią w tabeli Cracovią Kraków. Przed meczem oba zespoły myślały tylko i wyłącznie o zdobyciu kompletu punktów, bowiem Krakowianie walczą o utrzymanie się w Ekstraklasie, natomiast Poznaniacy bardzo chcą obronić tytuł Mistrza Polski.
Do 28. minuty tego spotkania, Lech miał teoretycznie 8-punktową stratę do liderującej Wisły Kraków. Sytuacja była identyczna jak ta z przed roku, kiedy piłkarze z Poznania po 17 kolejkach tracili tyle samo do pierwszej drużyny. Wtedy udało się wszystko odrobić z nawiązką i Wielkopolanie cieszyli się ze zdobycia “Majstra”. W tym roku sytuacja jest już bardziej dramatyczna i bardzo prawdopodobna staje się wizja, że pod koniec sezonu w grupie walczącej o tytuł, pozostaną tylko Wisła, Jagiellonia, Legia oraz ewentualnie Lechia. Jeżeli chodzi o Cracovię, to dzisiejsza wygrana może być tym przełomem, dzięki któremu “czerwone pasy” zyskają jeszcze większą mobilizację i utrzymają się w najlepszej polskiej lidze.
Przed samym rozpoczęciem spotkania miałem mieszane uczucia, co do pewnej wygranej Lechitów. Mimo ich wysokich zwycięstw z Cracovią w tym sezonie (5:0 w lidze, 4:1 w Pucharze Polski), na Krakowskiej ziemi zawsze grało im się ciężko. Wystarczy sięgnąć pamięcią do ostatniego ligowego pojedynku obu tych drużyn, rozgrywanego w dawnej stolicy. Wtedy mecz również zakończył się wynikiem 1:0 dla gospodarzy. W całej historii, tylko 4 razy Poznaniakom udało się przywieźć do domu zwycięstwo (2 mecze ligowe i 2 pucharowe).
Fot. Maciej Opala, www.LechPoznan.pl
Trzeba przyznać, że Lech grał w tym spotkaniu lepiej, a Cracovia osiągnęła wynik lepszy niż sobie zasłużyła. Przez większość meczu dominowali ci pierwsi – oddawali więcej strzałów i częściej byli przy piłce, grali po prostu lepiej. Od pierwszej sekundy do 28. minuty bramka dla Poznaniaków wisiała w powietrzu. Gdy Mateusz Klich strzelił jak się później okazało jedynego gola w tym meczu, Kolejorz trochę zwolnił tempo. Jednak nawiązując do samej bramki. Młody zawodnik przelobował Kotorowskiego, ale trudno mieć pretensje do samego golkipera, ponieważ znajdował się w takiej odległości od linii bramkowej, na której stanęłoby za pewne 90% bramkarzy z całego świata.
Świetny mecz rozegrał Rudnevs, który wyprowadzał akcje i sam też strzelał na bramkę dobrze spisującego się Kaczmarka. Swoje okazje do strzelenia gola mieli także Stilić i Ślusarki, jednak zabrakło szczęścia i precyzji przy ich strzałach. Gorzej w barwach Lecha spisał się po raz kolejny Manuel Arboleda i gdyby nie świetna parada Kotorowskiego, goście po błędzie Kolumbijczyka przegraliby wyżej. W drużynie gospodarzy dobry mecz zagrali na pewno: Radomski, Klich i Ntibazonkiza.
W Poznaniu płaczą, a połowa Krakowa się cieszy. Niebiesko-biali tracą obecnie 11 punktów do Wisły i wydaje się, że tylko jakiś cud mógłby dać im drugi z zrzędu tytuł Mistrza kraju. Natomiast piłkarze Cracovii, którym 3 punkty były potrzebne jak woda, cieszą się z odrobienia strat do Polonii Bytom znajdującej się na w miarę bezpiecznej pozycji.
Można by rzecz, że temat defensywy reprezentacji Polski powraca jak bumerang. Wczoraj pisałem o tym w poście dotyczącym spotkania Lecha i ManCity. Trzeba jednak ten temat wciąż poruszać, bo jeśli z taką formacją obronną wyjdziemy na polskie boiska podczas Euro 2012 to możemy się nieźle upokorzyć na swoim terenie. Jeżeli planem minimum całej kadry narodowej jest wyjście z grupy to takie drużyny jak Ekwador, po prostu nie mogą sobie wchodzić w nasze pole karne kiedy tylko chcą. Kto oglądał ten mecz widział, że kiedy piłkarze z Ameryki tylko przejęli piłkę już oddawali strzał na naszą bramkę, albo wbiegali w pole karne.
Wczoraj nasz poznański Lech w ramach 3. kolejki Ligi Europejskiej walczył na wyjeździe z Manchesterem City. Jak chyba każdy wie, przegraliśmy 3:1. Nie ma co ukrywać, że tylko wariat przeznaczyłby u bukmachera pieniądze na wygraną Lecha. Druga drużna w Manchesterze, ale obecnie również druga w angielskiej Premiership przeznaczyła na transfery około 250 razy więcej niż Lechici!