Bakero, Janas, Bos – teraz Stokowiec. Kto po nim?

Józef Wojciechowski, czyli właściciel J.W. Construction, bogacz, posiadacz 100% akcji klubu Polonia Warszawa. Straszy słabych kopaczy Klubem Kokosa, a trenerów zmienia jak Cristiano Ronaldo kochanki. Przypadek Warszawiaków jest bardzo ciekawy. Mimo dużego jak na polskie realia budżetu, drużyna ta znajduje się na odległej 11. pozycji i jest niebezpiecznie blisko strefy spadkowej.

Problem nie tkwi tylko w zawodnikach i sztabie szkoleniowym, ale zwłaszcza w polityce budowania dobrego klubu prowadzonej przez wyżej wymienionego Pana. Przed startem sezonu były wzmocnienia, a najważniejsze to chyba ściągnięcie Smolarka. Początek ligowych zmagań był bardzo przyzwoity, natomiast gdy zespół ułożony przez Bakero przegrał mecz i stracił pozycję lidera, Wojciechowski wkroczył do akcji zwalniając Hiszpana. Jego zastępcą został Paweł Janas, taka decyzja prezesa klubu była sprzeczna z jego wcześniejszymi wypowiedziami – Mam już dość zatrudniania polskich trenerów-nieudaczników. Jednak po trzech miesiącach zasiadania na ławce trenerskiej były selekcjoner reprezentacji Polski, powrócił na stanowisko dyrektora sportowego. Kolejną “ofiarą” był Holender Theo Bos, który został zwolniony kilka dni temu i przypadł mu niechlubny tytuł “Czternastego szkoleniowca zwolnionego przez Wojciechowskiego od lipca 2008 roku”. Jeden z najbogatszych Polaków w ciągu swojej prezesury zmieniał trenerów średnio co 72 dni. Najśmieszniejsze jest to, że zwalniano nawet gdy Polonia osiągała dobre wyniki.

Piotr Stokowiec // Fot. Kamil Jóźwiak, Newspix.pl

Na tą chwilę pierwszym trenerem jest młody Piotr Stokowiec, który wcześniej pełnił rolę asystenta Bosa. Były piłkarz Polonii Warszawa od razu ruszył do pracy i przesunął Ebiego Smolarka do Klubu Kokosa grającego na boiskach Młodej Ekstraklasy (Od ambasadora PEPSI do klubu nieudaczników). Chyba nikt nie jest tym zdziwiony. Najlepiej zarabiający zawodnik polskiej ligi, były piłkarz m.in. Borussi Dortmund i Espanyolu strzelił w lidze tylko 3 gole, a przecież miał być tegoroczną rewelacją. Z hitu wyszedł kit.

Warszawiacy obecnie znajdują się na 11. pozycji z 21-punktowym dorobkiem, a przypomnijmy – zagrożona spadkiem Arka Gdynia ma ich 18. Aczkolwiek trudno oczekiwać lepszych wyników, jeśli piłkarze z Konwiktorskiej po raz czwarty w TYM sezonie witali nowego trenera. Przecież wiadomo, że każda taka decyzja wiąże się z wprowadzaniem zmian w zespole. Niewątpliwie trudno jest grać na wysokim poziomie w takich warunkach. Nie od razu Rzym zbudowano, może Józef Wojciechowski wreszcie to zrozumie i przestanie robić szopkę. Chociaż mi trudno w to wierzyć i dla mnie następna zmiana szkoleniowca w Polonii jest już sprawą naturalną, niczym poranne mycie zębów. Tylko kto to będzie?

Prezesowi “Czarnych Koszul” nie wystarczyłby chyba nawet Jose Mourinho. Pierwszy sprawdzian Stokowca już za 3 dni w Warszawie, rywalami będą zawodnicy Widzewa Łódź. Czy 39-letni trener wytrzyma presję?

Bayern odpada z Ligi Mistrzów!

Który z ubiegłorocznych finalistów LM dołączy do Arsenalu? Mimo sympatii do Robbena stawiam na Bayern - A jednak! Bayern odpada i jak mówił komentator nSport, przegrywa cały sezon (odpadnięcie z Pucharu Niemiec, 4. miejsce w tabeli i 16 pkt. straty do lidera).

Dzisiejszego* wieczoru czeka nas bardzo ciekawy pojedynek w Lidze Mistrzów. Bayern Monachium i Inter Medialon będą walczyć o awans do ćwierćfinału. Pierwsze spotkanie na San Siro zakończyło się wynikiem 1:0 dla gości, a więc zespół prowadzony przez Louisa van Gaala jest w bardzo dobrej sytuacji. Nie dość, że będą mieli na koncie zwycięską bramkę przywiezioną z Włoch, to na dodatek wspierać ich będzie ponad 60 tysięcy kibiców.

Nieco gorzej ma się cała sprawa, jeżeli spojrzymy na ostatnie wyniki Bawarczyków w lidze, które zostały rozegrane w przerwie między pierwszym i drugim spotkaniem LM. Po skromnym zwycięstwie nad Interem, Ribery oraz Robben zostali sprowadzeni na ziemię przez Borussię Dortmund – porażka przed własną publicznością 1:3. Tydzień później w Hannowerze miało być tylko lepiej, ale zamiast 3 punktów drugi raz z rzędu była przegrana 1:3. Dopiero dwa dni temu najbardziej utytułowany niemiecki klub zrehabilitował się wysoką wygraną 6:0 nad Hamburgerem SV.

Natomiast Internazionale rozpoczęło niedawno pogoń za liderującym w Serie A Milanem. 26 lutego Sneijder wraz z Samuelem Eto’o strzeli po golu Sampdorii Genua. Następna kolejka to zwycięstwo 5:2 nad Genoą. Dopiero ostatni mecz mógł wprowadzić w Mediolanie sporą nerwówkę. Drużyna, który walczy o mistrzostwo Włoch nie może tracić punktów z przed ostatnią drużyną, aspirującą do tego aby w przyszłym sezonie grać na boiskach Serie B. Spotkanie Mediolańczyków z Brescią zakończyło się wynikiem 1:1.

Fot. EPA

Inter kontra Bayern – ten mecz będzie niewątpliwie bardzo wyrównany. Ciekawi mnie jak swój zespół ustawi van Gaal. Czy wprowadzi w swoje pole karne przysłowiowy “autobus”, czy może w myśl powiedzenia “najlepszą obroną jest atak” zobaczymy ustawienie ofensywne. Wydaje mi się, że prawdopodobniejszy jest wariant pierwszy. Inter od razu ruszy do ataku, ponieważ nie ma nic do stracenia. Początkowy obraz meczu może być nudny, ale jeśli niebiesko-czarni strzelą bramkę i doprowadzą do remisu w dwumeczu, będziemy delektować się szybkim i miejmy nadzieję ładnym futbolem, aczkolwiek wiadomo, że w takich sytuacjach o spięcia między zawodnikami jest bardzo łatwo. Zwłaszcza jeśli ostatnio byliśmy świadkami wielu kontrowersyjnych sytuacji w meczach LM – Milan vs Tottenham, Barcelona vs Arsenal.

Mam też ogromną nadzieję, że dzisiejszy sędzia nie będzie tak stronniczy jak Massimo Busacca, który wyrzucił z boiska van Persiego za oddanie strzału po gwizdku (przy ponad 90 tys. kibiców), a Barcelońscy “dusiciele” nie zostali nawet upomnieni żółcią. Który z ubiegłorocznych finalistów LM dołączy do Arsenalu? Mimo sympatii do Robbena stawiam na Bayern. Pierwszy gwizdek o 20:45, transmisja w nSport HD.

Majster ucieka Lechitom

Aktualny Mistrz Polski, a przynajmniej JESZCZE aktualny, czyli Lech Poznań przegrał dzisiaj na wyjeździe z ostatnią w tabeli Cracovią Kraków. Przed meczem oba zespoły myślały tylko i wyłącznie o zdobyciu kompletu punktów, bowiem Krakowianie walczą o utrzymanie się w Ekstraklasie, natomiast Poznaniacy bardzo chcą obronić tytuł Mistrza Polski.

Do 28. minuty tego spotkania, Lech miał teoretycznie 8-punktową stratę do liderującej Wisły Kraków. Sytuacja była identyczna jak ta z przed roku, kiedy piłkarze z Poznania po 17 kolejkach tracili tyle samo do pierwszej drużyny. Wtedy udało się wszystko odrobić z nawiązką i Wielkopolanie cieszyli się ze zdobycia “Majstra”. W tym roku sytuacja jest już bardziej dramatyczna i bardzo prawdopodobna staje się wizja, że pod koniec sezonu w grupie walczącej o tytuł, pozostaną tylko Wisła, Jagiellonia, Legia oraz ewentualnie Lechia. Jeżeli chodzi o Cracovię, to dzisiejsza wygrana może być tym przełomem, dzięki któremu “czerwone pasy” zyskają jeszcze większą mobilizację i utrzymają się w najlepszej polskiej lidze.

Przed samym rozpoczęciem spotkania miałem mieszane uczucia, co do pewnej wygranej Lechitów. Mimo ich wysokich zwycięstw z Cracovią w tym sezonie (5:0 w lidze, 4:1 w Pucharze Polski), na Krakowskiej ziemi zawsze grało im się ciężko. Wystarczy sięgnąć pamięcią do ostatniego ligowego pojedynku obu tych drużyn, rozgrywanego w dawnej stolicy. Wtedy mecz również zakończył się wynikiem 1:0 dla gospodarzy. W całej historii, tylko 4 razy Poznaniakom udało się przywieźć do domu zwycięstwo (2 mecze ligowe i 2 pucharowe).

Fot. Maciej Opala, www.LechPoznan.pl

Trzeba przyznać, że Lech grał w tym spotkaniu lepiej, a Cracovia osiągnęła wynik lepszy niż sobie zasłużyła. Przez większość meczu dominowali ci pierwsi – oddawali więcej strzałów i częściej byli przy piłce, grali po prostu lepiej. Od pierwszej sekundy do 28. minuty bramka dla Poznaniaków wisiała w powietrzu. Gdy Mateusz Klich strzelił jak się później okazało jedynego gola w tym meczu, Kolejorz trochę zwolnił tempo. Jednak nawiązując do samej bramki. Młody zawodnik przelobował Kotorowskiego, ale trudno mieć pretensje do samego golkipera, ponieważ znajdował się w takiej odległości od linii bramkowej, na której stanęłoby za pewne 90% bramkarzy z całego świata.

Świetny mecz rozegrał Rudnevs, który wyprowadzał akcje i sam też strzelał na bramkę dobrze spisującego się Kaczmarka. Swoje okazje do strzelenia gola mieli także Stilić i Ślusarki, jednak zabrakło szczęścia i precyzji przy ich strzałach. Gorzej w barwach Lecha spisał się po raz kolejny Manuel Arboleda i gdyby nie świetna parada Kotorowskiego, goście po błędzie Kolumbijczyka przegraliby wyżej. W drużynie gospodarzy dobry mecz zagrali na pewno: Radomski, Klich i Ntibazonkiza.

W Poznaniu płaczą, a połowa Krakowa się cieszy. Niebiesko-biali tracą obecnie 11 punktów do Wisły i wydaje się, że tylko jakiś cud mógłby dać im drugi z zrzędu tytuł Mistrza kraju. Natomiast piłkarze Cracovii, którym 3 punkty były potrzebne jak woda, cieszą się z odrobienia strat do Polonii Bytom znajdującej się na w miarę bezpiecznej pozycji.

Potrzebna naturalizacja Mańka i innych polskich ligowców?

Można by rzecz, że temat defensywy reprezentacji Polski powraca jak bumerang. Wczoraj pisałem o tym w poście dotyczącym spotkania Lecha i ManCity. Trzeba jednak ten temat wciąż poruszać, bo jeśli z taką formacją obronną wyjdziemy na polskie boiska podczas Euro 2012 to możemy się nieźle upokorzyć na swoim terenie. Jeżeli planem minimum całej kadry narodowej jest wyjście z grupy to takie drużyny jak Ekwador, po prostu nie mogą sobie wchodzić w nasze pole karne kiedy tylko chcą. Kto oglądał ten mecz widział, że kiedy piłkarze z Ameryki tylko przejęli piłkę już oddawali strzał na naszą bramkę, albo wbiegali w pole karne.

Jaki byłby wynik gdyby nasz obecny skład zagrał teraz przeciwko Niemcom? Jestem wręcz pewny, że Ozil, Khedira, Kroos, Schweinsteiger, Klose i Podolski roznieśli by naszych obrońców z Żewłakowem na czele w pył. Nie wiem co jest powodem tak słabej gry w obronie wszystkich polskich Polaków. Być może to wina szkolenia od najmłodszych lat, może wszystkim młodym adeptom piłki nożnej wpaja się, że celem nr. 1 jest ulokowanie piłki w siatce rywala. Warto przeczytać!

Co więc będzie ostatnią deską ratunku dla Franza Smudy, którego niektórzy chcieliby już zwalniać z roli trenera. Na tą chwilę najlepszym rozwiązaniem jest powoływanie do reprezentacji piłkarzy grających za granicą, a mających polskie korzenie. Pierwszy był Sebastian Boenisch. Drugi niemal na pewno będzie Damien Perquis, który rozegrał trzy spotkania w barwach narodowej drużyny Francji do lat 21, co nie wyklucza go na szczęście z gry dla Polski. Ale czy ta dwójka jest na tyle dobra, żeby bardzo dobrze chronić naszej bramki?

Manuel Arboleda i Franciszek Smuda(Czy tak nie może być też na Euro 2012? // fot. Agencja Przeglądu Sportowego)

- Moja żona chciałaby zostać tu na stałe, tak jej się podoba w Poznaniu. Moje dzieci są tu szczęśliwe i ja też. Ludzie traktują nas jak swoich, a ja właściwie już czuję się jednym z nich. Arboleda jest Polakiemopowiadał Manu w wywiadzie dla Interii.

Coraz częściej pojawia się również temat naturalizacji piłkarzy, którzy nie pochodzą z naszego kraju i nie mają nawet polskich korzeni. W tej kwestii numerem 1. jest chyba Manuel Arboleda – świetny stoper z Kolumbii, który grał już dla Zagłębia Lubin, a obecnie jest jednym z najważniejszych zawodników Lecha Poznań. Oczywiście nadanie mu naszego obywatelstwa nie będzie wielkim problemem. Problem ma jedynie selekcjoner, który chyba nie wie czy chce go powołać czy nie.

- Nie ma mowy, by kiedykolwiek u mnie zagrał. On jest Kolumbijczykiem. To fantastyczny chłopak i świetny piłkarz, ale stać nas na stworzenie reprezentacji opartej tylko na Polakach mówił niegdyś o Arboledzie Smuda.

Powyższa wypowiedź Franza wyraźnie mówi, że żadnego Arboledy w biało-czerwonej koszulce nie będzie. My jednak już wiemy, że trener nie zawsze jest konsekwentny w tym co mówi. A jego podopieczni spisują się fatalnie. Manu jest znakomitym materiałem na polskiego obrońce. Zna już język polski, o czym przekonacie się w filmiku poniżej (:D) i na dodatek jest bardzo wesołym piłkarzem, a najważniejsze to to, że bardzo dobrze gra w obronie i potrafi strzelać bramki.


Kolejnym piłkarzem, o którego bez większego ryzyka (reakcja opinii publicznej na powoływanie obcokrajowców) może starać się Smuda to Thiago Rangel Cionka. Brazylijczyk z polskimi korzeniami, który obecnie broni barw Jagiellonii Białystok.

Teraz coś dla tych, którzy nie są zwolennikami powoływania piłkarzy nie będącymi Polakami. Skoro piłkarskie potęgi “przywłaszczają” sobie znakomitych piłkarzy pochodzących z krajów, gdzie piłka nożna praktycznie nie istnieje to dlaczego MY nie możemy tego robić? Najlepszym przykładem są: Niemcy (np. Ozil, Podolski, Trochowski, Borowski), Francja (np. Zidane, Vieira, Makelele, Benzema, Nasri) i Portugalia (Deco, Pepe, Nani, Bosingwa) – tam jest mnóstwo naturalizowanych piłkarzy.

Technika Kolejorzu, technika!

Wczoraj nasz poznański Lech w ramach 3. kolejki Ligi Europejskiej walczył na wyjeździe z Manchesterem City. Jak chyba każdy wie, przegraliśmy 3:1. Nie ma co ukrywać, że tylko wariat przeznaczyłby u bukmachera pieniądze na wygraną Lecha. Druga drużna w Manchesterze, ale obecnie również druga w angielskiej Premiership przeznaczyła na transfery około 250 razy więcej niż Lechici!

Muszę przyznać, że Lech mimo przegranej różnicą dwóch bramek prezentował się bardzo dobrze. Drużyna trenowana przez Jacka Zielińskiego jak chciała to potrafiła utrzymywać się dłużej przy piłce i wyprowadzać akcję do przodu. Niewątpliwie w tym wszystkim jest duża zasługa Sławka Peszko, który wg. Goal.com i SkySports.com dostał kolejno noty 7,5 i 8. Gorzej już było z wykorzystywaniem sytuacji, gdzie piłka znajdowała się blisko bramki MC. Natomiast jeszcze gorzej było w obronie.
Read more of this post

Rząd Tuska uderzy w polski esport!

haazard
Kto nie słyszał o aferze hazardowej? A no tak… wszyscy już słyszeli. Jednoręki bandyci, duże pieniądze, lobbing i nazwiska szefa klubu PO oraz kilku ministrów. Były też tłumaczenia i oskarżenia polityków PiS. Chodziło oczywiście o płacenie niższych podatków przez właścicieli kasyn i różnych automatów, którzy dogadywali się w tej sprawie z politykami. Nagrodą za pomoc w płaceniu niższych podatków miało być oczywiście późniejsze finansowanie kampanii wyborczych. Jednak wole się w tym wszystkim nie zagłębiać.

To wszystko stawia rząd Tuska w negatywnym, bardzo negatywnym świetle i teraz trzeba się chyba… jakoś bronić. Premier Rzeczpospolitej Polski chce, aby hazard odbywał się tylko w kasynach, pragnie również zakazać salonów z jednorękimi bandytami i tutaj uwaga, zdelegalizować zakłady bukmacherskie w sieci! Oprócz tego Premier Tusk chce podniesienia podatków dla branży hazardowej (1 milion złotych!, dotychczas 400 tysięcy). Wszystko to zawiera projekt ustawy ograniczającej hazard w Polsce. Czy to aby na pewno jest dobra droga? Mówię tutaj głównie o zakładach bukmacherskich.

Jeżeli ustawa wejdzie w życie to najdotkliwiej odczuje ją polski sport! Jakby nie patrzeć, w naszym kraju coraz więcej firm oferujących zakłady wzajemne zaczyna wspierać sport oraz esport. Aktualnie Unibet jest sponsorem całej pierwszej ligi piłkarskiej i Stowarzyszenia Koszykówki Legia Warszawa, Expekt reprezentacji narodowej, Bet-at-Home Wisły Kraków, Bwin Legii Warszawa, a BetClic Lecha Poznań. Co się stanie gdy te firm nie będą mogły już legalnie funkcjonować i zmuszone będą do zaprzestania wspierania sportu? Niektóre drużyny mogą bankrutować. Dosyć znacząco na tym wszystkim mogą również stracić portale Internetowe, które stracą zleceniodawców inwestujących w działania reklamowo-promocyjne.

Przechodząc teraz do esportu. On też na tym straci i to bardzo poważnie! Najbardziej zaangażowaną finansowo firmą w sport elektroniczny jest oczywiście Betsson. Na chwilę obecną wspierają Oni jedną z najlepszych organizacji w naszym kraju, a mianowicie Voodoo Gaming i jeśli dojdzie do zakończenia współpracy możliwe, że laleczkom będzie bardzo trudno utrzymać u siebie klasowych zawodników, mimo tego że niedawno rozpoczęli współpracę z marką GIGABYTE. Dodatkowo Betsson współpracuje z polskim oddziałem największej na świecie ligi dla graczy – Electronic Sports League. Ja sam miałem w planach utworzenie turnieju Counter-Strike, którego właśnie ta firma miała być głównym sponsorem jednak teraz wszystko staje się niemożliwe. Natomiast firma BetClic współpracuje z organizacją Universal Soldiers. Słyszałem również, że kluby piłkarskie będą mogły poprosić rząd o dopłaty za zerwane umowy sponsorskie, czy Voodoo Gaming też będzie miało takie prawo?

Panie Premierze, miało być rozprawienie się z jednorękimi bandytami, a nie z legalnie funkcjonującymi zakładami bukmacherskimi, które posiadają licencje Unii Europejskiej i pompują w nasz sport miliony!

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.